Śmierdzące sprawy…

Smród. Nie znam osoby, która by go lubiła. Czasem jest delikatny, ledwo wyczuwalny, a innym razem taki, że nie da się wytrzymać i na sam jego „zapach” masz ochotę wrzasnąć „Ajudoooo”! Dla każdego inny. Dla jednych ta dziwna woń to „zapach benzyny”, dla drugich „zepsute jaja (te do jedzenia rzecz jasna), a dla kolejnych to dym papierowów. Każdy ma jakiś tam swój smród. A jak nie swój to czyjś… Czasem do tego smrodu dochodzi widok jego…

Kupy. Każdy je robi. Tak było, jest i będzie. Nie da się ich nie robić. Ludzie, optaki, koty, żółwie, psy i każde inne zwierzę…

Dziś o psich kupach. O tych wychylających się bezczelnie zza śniegu, tych wyglądających zza trawy, tych, które leżą beztrosko na chodnikach – gdyby było lato, to bym pomyślała, że się wygrzewają na słońcu, ale do lata jeszcze daleko… O kupach, które może już nie śmierdzą, ale na samą myśl i ich widok, robi się człowiekowi, a przynajmniej mi dziwnie… O tych, które czekają tylko, aż przypadkiem na wejdziesz. Miny – tak je nazywam. Ukryte, wybuchowe, pozostawione same sobie… Opuszczone przez pupili i właścicieli pupila…

I takie pytanie mi się nasuwa… Czy w domu jak Cię nagle złapie to i owo, to ściągasz gacie i zostawiasz swoja minę gdzie popadnie? Na dywanie, na łóżku, w wannie? Przecież nigdy nie wiesz kiedy to nastąpi, gdzie Cię złapie… Czasem możesz się bardzo pomylić, a jeszcze bardziej zdziwić…   Nie sprzątasz? To Ci współczuję, albo raczej Twoim współlokatorom czy odwiedzającym Cię.  Skoro jednak sprzątasz, to czemu zostawiasz na chodniku, ulicy, trawie miny psa? Może mi to wyjaśnisz, bo nie rozumiem… Czym się różni kupa psa od twojej? Niczym.

Więc może następnym razem jak twój pupil postanowi się załatwić na chodniku, trawniku… To wysilisz się, wyjmiesz worek i posprzątasz!

20180218_143622-01.jpegA może się wstydzisz lub brzydzisz? No jeżeli tak, to masz mega problem… Serio. Kupa rzecz ludzka, ale też i psia… Psia mać!!!! Nie wstyd Ci że, ktoś inny musi posprzątać po Twoim psie? Nie wstyd Ci, że ktoś może wdepnąć w kupsko Twojego pupila? Nie? A powinno! Wnioskuję, że jeżeli sam wejdziesz w kupę jakiegoś, to Ci to nie przeszkadza, bo w sumie czemu prawda – sądząc po Twoim podejściu…

Ale wiesz co? Wybacz, ja nie mam zamiaru babrać się w odchodach twojego zwierzaka… Nie mam ochoty wycierać o śnieg, trawę, wycieraczkę czy w jakąś szmatkę pozostałości po twoim psie. Serio nie mam. I chyba nie tylko ja nie mam…

A jeżeli serio Ty masz, to proponuję, żebyś sam w swoim domu nie korzystał z łazienki, a robił na dywan, albo pod dywan – gdzie wolisz… Zobaczymy ile wytrzymasz, zobaczymy jak chętnie będą do Ciebie przychodzić goście…

Ps. Idzie wiosna. Więc kupy Nas zaatakują…

Reklamy

Serduszkowy szał, każdy z Nas je przecież zna!

26 Finał #WOŚP za Nami. Kolejne przed Nami. I jak co roku będziemy mocno wspierać. Niech Nam gra do końca i jeden dzień dłużej, albo i dwa dni dłużej! A co! Niech gra!

Niestety w tym roku nie byliśmy na światełku. Oglądaliśmy je na szklanym ekranie. Wszyscy. Mi jak co roku łezka się w oku zakręciła. Nie wiem, ale jakoś tak mam, że jak są sztuczne ognie, to moja buzia zamiast się uśmiechać, płata figle i kąciki ust wywijają się do dołu… Ale radość jest! Tam w środku!

To był dla Mnie ważny Finał. Każdy jest ważny, ale ten szczególnie. Jak to się mówi: „jeżeli czegoś sam nie doświadczysz, to nie zrozumiesz”. Ja rozumiem, przynajmniej się staram. Jednak w tym roku… Sami korzystaliśmy ze sprzętu, który został zakupiony dzięki Orkiestrze. I wiecie co Wam powiem? Jak zobaczyłam czerwone serce na maszynach, którymi badali moje Dzidziunio, to była radość. Że po coś ta Orkiestra jest. Duma, a zarazem łezka w oku ze wzruszenia. Z wdzięczności. Pomagam, pomagałam i będę. Nie, nie dlatego, że Nam pomogli, ale dlatego, że warto pomagać. Zawsze byłam zdania, że pomaganie jest fajne. Jak to mówię: „dzisiaj Ty pomożesz mi, jutro Ja pomogę Tobie”. Wierzę w to. Być może jestem naiwna, ale w to wierzę. Wierzę, że dobro do Nas wraca. Może nie za dzień czy dwa, ale kiedyś na pewno wróci.

IMG_20180115_151833_332-01

Wracając do Orkiestry… Ma ona wielu zwolenników, ale i przeciwników. Zawsze tak było ze wszystkim i będzie. Nie będę z tym walczyła, bo to jak walka z wiatrakami. Każdy ma prawo do swojego zdania. Mój też ma zdanie jakie ma o Orkiestrze. OK. Szanuje. Ale jak mu powiedziałam, że Nasze Dziecię korzystało ze sprzętu zakupionego właśnie dzięki idei Owsiaka to się zdziwił. Można? Można. Nie mówię, że będzie dzięki temu wrzucał do puszki co roku czy brał udział w licytacjach. Raczej chodziło mi o to, żeby dostrzegł, że coś co powinno być w każdym szpitalu, bo po prostu powinno być… Nie zawsze jest.

Orkiestra. Szczerze? Wolę dać Owsiakowi niż na tacę księdzu. Być może zaraz spotkam się z krytyką, że jak tak mogę myśleć… Mogę. Właśnie, że mogę. To mój mózg i moje w nim myśli. Tobie nie muszą się one podobać. Mi też czasami się nie podobają. Mózgu nie zmienię. Możesz mieć inne zdanie. Masz prawo. Ja mam prawo mieć takie jakie mam.

Nie rozumiem jednak tych wrzasków, tego hejtu na czerwone serduszka… Mogą się one komuś nie podobać, ale po co robić to, co niektórzy robią. Nie podoba Ci się – to nie pomagaj, nie wrzucaj do puszki. Olej sprawę. Zawsze możesz pomóc w inny sposób, innym osobom. Nie walcz ze zwolennikami serc. Wystarczy, że masz swoje serce, które bije – skup się na Nim. Jednak fajnie by było, gdybyś pomyślał też o sercach, które gasną… Które właśnie dzięki tym czerwonym papierowym sercom mają szansę bić.

Owsiak. Możesz go nie lubić. Mnie też pewne rzeczy w Nim irytują. Ale nie patrzę na człowieka w czerwonych okularach, który o północy już ledwo mówi.. Patrzę na to co robi. A robi. Że niby kasę bierze dla Siebie? Może i bierze, ale ile tej kasy sobie zostawia? (Ile bym tu mogła podać przykładów ludzi, którzy kombinują, pewnie i Ty takich znasz, a może i sam kombinujesz, żeby było Ci lepiej – tylko do tego się nie przyznajesz…) Nie wnikam. Widzę efekt, a nie doszukuję się czegoś… Wrzucam do puszki. Ba! Nawet jestem w stanie mu dać trochę z tej puszki, byle by robił, to co robi i byle było widać efekty. A uwierzcie mi są one widoczne. Nie widzisz ich? Odwiedź jakiś szpital. Na pewno masz gdzieś w pobliżu. Odwiedź, zobacz serce na maszynie. A jak to Ci nie wystarczy idź do dyrektora danej placówki i zapytaj dlaczego ten sprzęt ma serce. Zapytaj co by było, gdyby tej maszyny z sercem nie było…

Serduszko puka w rytmie cza-cza… Puka. Tysiące serc tego konkretnego dnia puka. I dzięki im za to pukanie! Niech pukają coraz częściej i coraz mocniej. Niech widać na ulicach, w sklepach ludzi z dwoma sercami: swoim bijacym i tym przyklejonym – bijacym dla kogoś.